wspomnienie miasta spaghetti

"Po południu drugiego dnia podróży przebyli Apeniny i z przełęczy Futa zaczęli zjeżdżać ku Bolonii. Miasto opasywał mur z cegły, ze strzelnicami i dwustu wieżami, przebijającymi jasne niebo. Niektóre z tych wież chyliły się bardziej niż wieża w Pizie. Wjechali do miasta od strony rzeki i znaleźli się na zaśmieconym placu targowym, który właśnie gromadka starych kobiet w czerni zamiatała miotłami z gałęzi. Zapytawszy jednej z nich o drogę, skierowali się na Piazza Comunale.
Nad  krętymi, wąskimi uliczkami wystawały piętra domów, nie dopuszczając przewiewu. Każda rodzina bolońska w celu obrony przed sąsiadami wznosiła wieżę. (...) Szersze ulice i place posiadały podcienia z cegły, by chronić przechodniów przed śniegiem, deszczem czy letnim skwarem, tak że Bolończyk mógł przemierzyć swe miasto z jednego końca w drugi i nie być wystawionym na działanie zmiennej pogody."





"- Pozwolę sobie z całym szacunkiem zapytać, dlaczego mówi się 'tłusta Bolonia'?
- Bo jesteśmy smakoszami. Od czasów Petrarki słynęliśmy z uciech cielesnych. Sami przyznajemy, że jesteśmy miastem zmysłowym."
"- A my, Bolończycy, uważamy, że pieniądze są tylko po to, by je wydawać. Wszystkie nasze talenty służą udoskonaleniu przyjemności. (...) A nasze kiełbasy są tak wyborne, że strzeżemy receptury niczym tajemnicy państwowej?"


"Chodząc pod arkadami oglądali sklepy, w których wystawiano najwyborniejsze artykuły spożywcze Włoch: najsmakowitsze sery, najbielszy chleb, najwspanialsze wino. Na Borgo Galliera widzieli rzędy jatek, w których znajdowało się więcej mięsa, niż Michał Anioł widywał we Florencji w ciągu roku. Potem udali się na Stary Rynek Rybny, gdzie handlowano płodami bagnistych dolin feraryjskich: jesiotrami i langustami. Na setkach straganów z dziczyzną sprzedawano upolowaną poprzedniego dnia zwierzynę: sarny, przepiórki, bażanty, a niemal na każdej ulicy - sławne na cały świat salami. Spotykali co krok studentów uniwersytetu, którzy uczyli się w małych kawiarenkach pod pomaranczowymi portykami, urozmaicając naukę grą w kości i w karty."




"(...) Nasza własna rzeźba to terakota.
Dopiero gdy doszli do Santa Maria della Vita i Aldovardi pokazał mu 'Opłakiwanie Chrystusa' Nicola dell Arca, Michała Anioła ogarnęło wzruszenie. Ta duża grupa z terakoty była melodramatyczna i budziła głęboki niepokój, gdyż Dell'Arca wyraził w tych postaciach pełnię bólu i żałości."






W Bolonii nic się nie zmieniło od XV wieku. Zupełnie nic. Żałuję teraz tylko, że nie dotarliśmy do San Domenico, gdzie Michał Anioł Buonarroti odcisnął swoje dłuto.

Cytaty: Irving Stone, Udręka i ekstaza, wyd. Czytelnik, Warszawa 1973, t.1, s. 295-301.
Zdjęcia: Pawelec 2011