tewje mleczarz superstar

Jedną z gratek dla judaistów czyt. jidyszystów jest przedwojenne żydowskie kino: teatralne, tradycyjne i oczywiście w jidysz. Godny szczerego polecenia jest "Dybuk" na podstawie dramatu Szymona An-skiego. Są nawet efekty specjalne!
Tematyka żydowskiej kinematografii opierała się (z tego co do tej pory widziałem - a widziałem mało, bo mało jest dostępne) na tradycyjnej literaturze jidysz. Traf a może co innego chce, że polsko - żydowsko - amerykański film miałem niebywałą przyjemność zobaczyć w Izraelu. "Dzieje Tewji Mleczarza" na podstawie powieści Szolem Alejchema zostały nakręcone latem 1939 roku z amerykańskiej inicjatywy (w New Jersey) z udziałem polskich aktorów żydowskich (tania siła artystyczna). Temat filmu wbrew pozorom wszystkim znany, bo twórca broadwayowskiego "Skrzypka na dachu" oparł swoją opowieść o historię Alejchema (później znakomity film z Chaimem Topolem). Nie do tego zmierzam!
Problemem przedstawionej historii jest ukazanie różnic pomiędzy dwoma światami żyjącymi w jednej wiosce. Jak oliwa i woda w życiu, tak w Anatewce Żydzi i Ukraińcy się ze sobą połączyć nie mogą. To tradycja! W tej historii to oczywiście chałaty i tałesy są dobre a hajdawery i haftowane koszule złe. Najciekawszą rzeczą w tej ekranizacji był karykaturalny sposób przedstawiania prawosławnych. Półgłówki, troglodyci i oszuści w dodatku kuleją i seplenią. Niewybrakowany jest jedynie wybranek serca Chawy (zakochała się w nim Żydówka) i miejscowy pop (bo wykształcony [?]). Czy moje skojarzenie z nazistowskimi przedstawieniami Żydów z tego okresu jest trafne?
Oj, człowiek bez względu na wyznanie czy narodowość pozostanie, tylko człowiekiem a środkiem przetargowym nie jest intelekt a siła... jak świat światem.
Dla lepszego zrozumienia "tracycji" fragment "Skrzypka..."