jojne kontra anioł stróż

Czasami się śmieję, że pociąg do kultury żydowskiej wywróżyła mi moja prababcia. Od trzeciego roku życia byłem przez nią uczony pacierza: "Aniele Boży, stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój. Rano, wieczór, we dnie w nocy bądź mi zawsze ku pomocy. (...)". Fakt faktem, że wbiła mi go tak do głowy, że pamiętam do dzisiaj, ale łatwo nie było. Pacierza mówić nie chciałem, bo nie. Piosenki - tak, kolędy (niezależnie od pory roku) - tak, ale paciorek - nie. Babcia mówiła na mnie wtedy Jojne, "O Jojne, Jojne co poszedł na wojnę". No to byłem sobie czteroletnim Jojne. Jak dowiedział się o tym mój dziadek (syn prababci) zrobił biednej Irence wielką awanturę: "Nikt nie będzie mojego wnuczka wyzywał od Żyda!". I tak się też jojnowanie skończyło.
Ja robię to co robię, Jojnego pamiętam, paciorek o Aniele Stróżu też i jestem niewierzący. Na zawsze zostanie mi w pamięci również to:
Był sobie Król,
był sobie Paź,
była też Królewna.
Żyli wśród róż,
nie znali burz,
rzecz to zupełnie pewna.
Żyli wśród róż,
nie znali burz,
rzecz to zupełnie pewna.
Lecz straszny los,
okrutna śmierć
spotkał tę rodzinę.
Króla zjadł pies,
Pazia zjadł kot,
a Królewnę myszka mała.
Króla zjadł pies,
Pazia zjadł kot,
a Królewnę myszka mała.
A żeby ci nie było żal
dziecino ukochana
z cukru był Król,
z piernika Paź
Królewna zaś z marcepana.
Z cukru był Król,
z piernika Paź
Królewna zaś z marcepana.