bielany


boję się miejsc ciemnych, grzesznych i tajemnych.

truchło wspomnień, które umarło najpiękniej na świecie,
najbardziej słodko kuli się pomiędzy biodrami,
wyciąga wynaturzone palce -
długie, kościste, otulone szarym płótnem.
brakuje mu nóg (paliczków, piszczeli i kolan), potem
wiruje napędzane nerwowym biciem mojego serca
wiszącego dwa piętra wyżej.

zimny wiatr pulsuje w jeszcze wilgotnych tętnicach.
chroniony przez ołowiany strop kwietniowych chmur
boję się miejsc zimnych, zamkniętych, mokrych,
śliskich i ciemnych.