"nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny."

Śmierć pani Szymborskiej obeszła mnie delikatnym łukiem i nie pozostawiła niesmaku w ustach. Mam na myśli, że to piękne. Nie ma żałoby narodowej (choć może byłaby odpowiedniejsza od innych), nie ma świeczek i kirów w zdjęciach profilowych, cytaty i epitafia na fejsbukowej tablicy były obecne przez jeden wieczór. Nie czułem się molestowany, w końcu.
Za to Polskie Radio podało, że w księgarniach już dzisiaj brakło tomików Szymborskiej. Zrywamy się narodowo, bo lubimy zrywy. Przez miesiąc po śmierci Wojtyły kościoły też były pełne. Pan sekretarz Rusinek zapowiedział nowy, pośmiertny tomik poezji nobliwej noblistki w przeciągu kilku miesięcy. Kujmy żelazo póki gorące.
Ciało ma być spopielone a pogrzeb świecki, czapka z mojej głowy za odwagę i konsekwencję. Przy okazji wielka czapka z głowy dla Mari Czubaszek za szczerość w sprawie innej. Jest może jeszcze nadzieja na jutro w Polsce.

A tu Maanam z tekstem Wisławy Szymborskiej: