noc do innych podobna

Leżę w łóżku, w półśnie.
Na białych drzwiach od pokoju pojawia się cień dużego pająka.
Zwierzę opuszcza się na swojej nici i wspina po niej poza moje pole widzenia.
Ponownie zjeżdża i wdrapuje się, zupełnie jak igła maszyny do szycia.
Czarnego Singera o intarsjowanym blacie, powiedzmy.
Mieszkaniec ogrodu buduje na ramie  drzwi na taras sieć, dzięki której przeżyje.
Zdobędzie pokarm, zaspokoi jedną z potrzeb życiowych - dla ludzi trywialną a dla pająków najważniejszą.
Niestety prawo natury mówi o dominacji jednostki silniejszej nad jednostką słabszą.
Rano, gdy otworzę te drzwi, żeby wypić kawę przy stole w ogródku zniszczę ażurowe sidła.
Sodowe lampy z parku rzucają złowrogie pomarańczowe światło tworząc brązowy nimb wokół czarnego cienia krzyżaka.

Przysypiam.
Po pokoju przy akompaniamencie szarych skrzydeł zaczyna krążyć zagubiona ćma.
Pomarańczowa nadzieja zza tuj narkotyzuje motylego kopciucha.
Zaczyna uderzać w szybę drzwi na taras.
Rytmiczne stukanie miękkiego ciała owada o szkło w połączeniu z dudnieniem skrzydeł rozpoczyna requiem.
Rozpacz.
Mus zaspokojenia instynktów pchnąłby ją prosto w namiętny pocałunek pająka.
Gdyby nie szyba.

Gdyby, gdyby, gdyby...