par(ap)/(yt)ety

Opierając się na wolności słowa i poglądów, mam szczerą nadzieję, że nie zostanę zlinczowany przez kobiety za to, co myślę.
Jakie mam poglądy polityczne, nie ukrywam. Chodzę lewą stroną życia. Człowiek byłby ślepy i głupi, gdyby w ciemno zgadzał się z każdym pomysłem swojego stronnictwa. Prawda? Chociaż mam wrażenie, że państwo posłowie nie mogą mieć innego zdania niż oficjalne, żelazne stanowisko swojej macierzy politycznej. W przeciwnym wypadku - czapa. Dygresja.
Prezydent Lech Wałęsa wypowiedział się dla tvn24 w sprawie parytetów. 
Lech Wałęsa parytetom mówi stanowcze nie. – Możemy kobietom drzwi otwierać, ale w demokracji decyduje równość – stwierdził i dodał ze śmiechem: - Ja jestem męskim szowinistą.
Lech Wałęsa i polityczna poprawność najwyraźniej nie idą jednym torem. Pytany o parytety, były prezydent nie ukrywał swoich – jak sam przyznał, starej daty – poglądów. - Demokracja to równość. Grzecznościowo, możemy drzwi otwierać, ale resztę zostawmy demokracji. Niech ona zdecyduje, nie z klucza ustawianie – stwierdził.
"Kobietom się nie chce"
Nie przekonuje go fakt, że obecny skład parlamentu (w Sejmie 20 procent kobiet, 8 procent w Senacie) może wskazywać na niedostatek równości. - Wydaje się, że w polityce jestem górą, ale jak przychodzę do domu, i szefem jest moja żona. Więc tutaj też żony mogą nas ustawić, jak chcą. Tylko, że nie chce im się albo idą na łatwiznę – zdiagnozował.
Jak dodał, etykietki seksisty się nie boi. - Ja jestem męskim szowinista, tak niektórzy uważają. Ja jestem niereformowalny – uważam, ze dziewczyny są świetne, i oby im się chciało chcieć, więcej kobiet w parlamencie będziemy mieć – podsumował wierszem.

I ja się z wypowiedzią pana prezydenta zgadzam w 95%, ot co! Tak jest drogie panie feministki. Jestem za równouprawnieniem, absolutnie popieram taką ideę! Ale. Żyjemy w państwie demokratycznym. Zapisujcie się na listy wyborcze tłumnie, jak dla mnie może być Was - kobiet nawet 80%, proszę bardzo, ale zapiszcie się! Nie czekajcie, aż 50% miejsce będzie Wam dane na talerzu. Jeżeli nawet jakiś - za przeproszeniem - fagas z partii nie będzie chciał Was wpisać, to zagłosujcie na swoje koleżanki na listach. Idźcie na wybory. Niech każda kobieta uprawniona do głosowania zagłosuje na kobietę na liście, to będzie Was większość w Sejmie i Senacie. Yes, you can!
Profesor Senyszyn, której jestem absolutnym fanem i darzę ją wielkim szacunkiem na swoim blogu we wpisie PRAWO KORYTA CZYLI KTO SIE BOI PARYTETU sama zauważa (oczywiście reszta wpisu skąpana jest w ostrym feminizmie):
"Posłanki występują przeciw parytetom, bo nie wykazują solidarności płci. Nie chcą konkurencji. Jeśli są na liście w mniejszości, mają większe szanse. Skoro same musiały z trudem wszystko wywalczyć, nie są skore do pomagania swoim siostrom. Nie można też wykluczyć, że w nagrodę za antyparytetową postawę, dostaną lepsze miejsca na listach. Od partyjnych szefów, którzy są mężczyznami, a przynajmniej płci męskiej."
Panie do pracy! Wywalczcie miejsca same! 
A tak na marginesie, jestem za równouprawnieniem. Również zrównaniem wieku emerytalnego...
Aha, jeszcze jedno. Czy to nie dziwne, że PO i PiS zaczęły mówić jednym głosem? Ocieplenie klimatu?