czerwone pająki czy spadkobiercy kultury?

Ostatnim czasem rozgorzała dyskusja w której nie wiem co bierze górę, estetyka czy może polityka. Chodzi -na skalę ogólnopolską- o Pałac Kultury i Nauki w Warszawie oraz -na skalę wewnątrzkrakowską- o wieżowiec BIPROSTALu.
W pierwszym przypadku minister Radosław Sikorski przy okazji obchodów upadku muru berlińskiego zadeklarował swoją niechęć do radzieckiego prezentu i zamarzył sobie głośno o jego wyburzeniu. Jak kropla kawy w reklamie Tchibo rozeszły się głosy zagorzałych antykomunistów pragnących okres PRL wymazać z kart historii, jak i miłośników PKiN, czy też obrońców dziedzictwa narodowego. Jak kto kogo zwał, tak zwał można powiedzieć. Jak grzyby po deszczu do mediów zaczęły wypływać projekty parków, stawów i wieżowców którymi można upiększyć teren po drapaczu chmur. Przeciwnicy Pałacu natrafili jednak na problem, który trudno jest obejść, PKiN wpisany jest od 2007 roku do rejestru zabytków i nic z nim zrobić nie można. I całe szczęście, bo pomysł jest co najmniej idiotyczny. Czy polakom się to podoba czy nie, czasy socjalistyczne są nierozerwalną częścią polskiej historii. Czy Bierut zrobił dobrze? Czy zamiast centrum kulturalnego mogłoby być metro? Nie wiem. Jestem natomiast pewien, że Stolica straciłaby symbol, bo co mogłoby go zastąpić? Syrenka - za mało rzuca się w oczy dla turysty. Zamek Królewski - został odbudowany dopiero w latach '80. Kolumna Zygmunta - większa od Syrenki choć też mało okazała. Zostaje jeszcze dworzec Warszawa Centralna lub ostatnimi czasy palma na rondzie Charlesa De Gaullea. Warszawa nie ma innego symbolu. Barcelona ma kościół Sagrada Familia, Londyn Big Beana, Praga Most Karola, Moskwa Cerkiew Wasyla, itd. Osobiście zresztą uważam, że PKiN jest przepięknym budynkiem, reprezentantem sztuki socrealistycznej i pomnikiem. Nie wyobrażam sobie, że wychodzę z śmierdzącego uryną przejście podziemnego z peronu na Warszawie Centralnej i nie wita ceglany kolos.
Drugi przypadek dotyczy mojego sąsiada, czyli BIPROSTALu. Wieżowiec jest w trakcie termomodernizacji w ramach której wysoka na pięćdziesiąt metrów mozaika zdobiąca ścianę szczytową od ul. Królewskiej ma zostać zryta i wyrzucona na śmietnik. Mozaika autorstwa Celiny Styrylskiej - Taranczewskiej pochodzi z połowy lat '60 XX w. a sam BIPROSTAL z 1964 roku. Na portalu społecznościowym facebook powstała grupa Nie pozwólmy zryć mozaiki z Biprostalu, na którą oczywiście zapraszam i z której można dowiedzieć się wszystkiego na bieżąco. Mozaika to kubistyczny gigant i unikat, który trzeba chronić.
Naszym rodzicom mogło nie podobać się rzemiosło artystyczne z dwudziestolecia międzywojennego na które teraz jest szał i poczucie, że musimy to chronić, bo to jest świat którego już nie ma. Tak samo jest ze sztuką lat '50, '60, '70 czy '80. Można ją uznawać za kitsch, można za bolesną pamiątkę komunistycznego aparatu państwowego, ale można też zobaczyć w niej to co artystach chciał powiedzieć. Architektura "soc" może przerażać swoją monumentalnością, zaniedbaniem do którego została doprowadzona, czy wspomnieniami milicyjnymi. Gotyk przeraził barokowych wypudrowanych architektów i był namiętnie niszczony na rzecz złotej bufiastej sztukaterii. Ratunku wymagają również kamienice z końca XIX i początku XX wieku, które najczęściej są melinami, które jak chce się zobaczyć to najlepiej przyjść rano, bo żule jeszcze śpią. Smutne to wszystko.